Nie dla mnie „nine to five” – jak odnalazłam swoją drogę w Bukareszcie


Cześć! Mam na imię Martyna i obecnie realizuję swój 10-miesięczny wolontariat w Bukareszcie z organizacją A.C.T.O.R. Moja przygoda z Europejskim Korpusem Solidarności nie zaczęła się jednak wczoraj – o wyjeździe na projekt marzyłam, odkąd tylko skończyłam 18 lat.



Zawsze ciągnęło mnie tam, gdzie coś się dzieje. Wolontariat mam we krwi: od lat pomagałam przy Maratonie Opolskim i „Nocy z Andersenem” w mojej bibliotece. Moja pasja do podróży zaprowadziła mnie na projekty Workaway w Japonii, Włoszech i Szwecji. W 2024 roku wzięłam udział w krótkoterminowym projekcie ESC w Słowenii. Wreszcie, chociaż od ponad roku pracowałam w międzynarodowej korporacji z branży IT, kiedy zeszłej wiosny dostałam propozycję udziału w projekcie w Bukareszcie, od razu rzuciłam nudne “nine to five”. Chciałam, aby to, co robię, miało realne znaczenie dla innych i pozwalało mi szukać sensu w życiu.


Codzienność w A.C.T.O.R. – uśmiech jako narzędzie

W Bukareszcie zajmuję się głównie tzw. clinical animation. Wykorzystując metody edukacji pozaformalnej, odwiedzam dzieci w szpitalach i ośrodkach rehabilitacyjnych. Pracuję też z seniorami z demencją, osobami z niepełnosprawnościami intelektualnymi, prowadzę lekcje o Polsce w szkołach i występuję w spektaklach dla dzieci. Szczególnie zapadły mi w pamięć zbiórki oraz akcje charytatywne i świąteczne, kiedy jako wolontariusze mogliśmy wręczać prezenty małym pacjentom.



Co mi to daje? Uświadomiłam sobie, że mam do zaoferowania znacznie więcej, niż myślałam. Stałam się bardziej pewna siebie, przestałam bać się wychodzenia z inicjatywą i nauczyłam się błyskawicznie łapać kontakt z każdym, bez względu na bariery.



Życie lokalne i międzynarodowa rodzina

Rumunia fascynuje mnie swoją historią. Pod wieloma względami przypomina mi Polskę – ślady komunizmu w architekturze i mentalności są tu bardzo wyraźne i tworzą specyficzny, znajomy klimat. Jednak ESC to nie tylko praca i historia – to przede wszystkim ludzie. Mój czas tutaj to także wieczory spędzane z wolontariuszami z całego świata, wspólne gotowanie i wymiana doświadczeń.



Kiedy potrzebuję odetchnąć po intensywnym tygodniu, wybieram Termy w Bukareszcie – to moje ulubione miejsce na regenerację. Dzięki lekcjom rumuńskiego i wsparciu koordynatorów, Bukareszt z każdym dniem staje się moim kolejnym domem.



Moja lekcja dla Was

Najważniejszy wniosek? Nie trzeba się niczego bać. Wszystko da się zrobić, a wokół zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże Ci znaleźć rozwiązanie. ESC to genialna okazja, by przeżywać przygody, rozwijać się, poznawać ludzi i próbować różnych rzeczy w bezpieczny, zorganizowany sposób.



Martyna Cisakowska